Czy za sto złotych można kupić porządny smartwatch? Sprawdziłem pięć najpopularniejszych modeli

Zastanawiałeś się kiedyś, ile tak naprawdę trzeba wydać na funkcjonalny smartwatch? Przekonanie, że dobry zegarek z powiadomieniami i pomiarem pulsu zaczyna się od kilkuset złotych, wciąż jest powszechne. A co, jeśli powiem ci, że rynek pełen jest modeli, które kosztują mniej niż dobra kolacja w restauracji?
Przyznaję, długo podchodziłem do takich gadżetów z przymrużeniem oka. Myślałem, że w tej cenie dostanę co najwyżej zabawkę z kolorowym wyświetlaczem. Postanowiłem to zweryfikować. Kupiłem, przetestowałem i żyłem z pięcioma najczęściej wyszukiwanymi smartwatchami w przedziale do stu złotych. Moim celem nie było znalezienie „najlepszego”, ale sprawdzenie, co realnie oferują i komu mogą się przydać.
Oto moje obserwacje z pierwszej ręki.
Colmi P9 – Czarny klasyk, który chce być Apple Watch
Ten model od razu rzuca się w oczy designem. Gładka, prostokątna koperta z jednym przyciskiem bocznym ewidentnie inspiruje się kultowym wzorem. Ekran jest wyraźny, a interfejs płynny w podstawowych operacjach. W zestawie dostajesz naprawdę przyzwoitą silikonową opaskę.
Gdzie tkwi haczyk? Aplikacja, z którą łączy się zegarek, bywa kapryśna. Synchronizacja danych czasem wymaga cierpliwości. Mimo to, jeśli szukasz stylowego gadżetu do odbierania powiadomień i kontroli muzyki, a design Apple Watcha ci się podoba, Colmi P9 to bezpieczny wybór. To taki „nośnik stylu” z podstawowymi funkcjami smart.
Redmi Watch 5 Active – Siła znanej marki w niskiej cenie
Tu wchodzimy na teren marek, które mają już doświadczenie. Opakowanie, aplikacja (Xiaomi Wear) i sama jakość wykonania budzą od razu większe zaufanie. Zegarek jest lekki, wygodny i ma bardzo czytelny, kwadratowy wyświetlacz.
Jego największą siłą jest solidność i przewidywalność. Wszystko działa tak, jak powinno: połączenie z telefonem, śledzenie aktywności, pomiar tętna. Nie oczekuj zaawansowanej analizy snu czy dokładności pulsometru na poziomie drogich sportowych zegarków. Dla osoby, która zaczyna przygodę ze smartwatchem i nie chce się frustrować, to chyba najlepszy punkt startowy w tym budżecie. Po prostu działa.
Smartwatch sportowy Q23 – Dla tych, co wolą okrągłe tarcze
Jeśli prostokątne wzory do ciebie nie przemawiają, Q23 oferuje klasyczny, okrągły look. Ma przyjemny w dotyku korpus i wyraźną, kolorową wyświetlacz. Interfejs obsługuje się głównie przez dotyk i jeden fizyczny przycisk.
Co ciekawe, ten model często oferuje nieco więcej opcji sportowych w menedżerze aktywności (np. więcej predefiniowanych trybów). Jego słabszą stroną jest czasem plastikowe wrażenie opaski i nieco mniej intuicyjne menu. Ale jako alternatywa dla tradycyjnego zegarka, który pokaże ci powiadomienie z Facebooka, sprawdzi się znakomicie.
Denver SWK-120GN – Minimalizm i długa bateria
Ten zegarek wyróżnia się prostotą. Ma monochromatyczny, zawsze włączony wyświetlacz, który przypomina nieco stare dobre Pebble. To jego ogromna zaleta – na jednym ładowaniu potrafi wytrzymać tydzień, a nawet dłużej. Nie rozprasza kolorami, skupia się na esencji: czasie, powiadomieniach (tylko tekst), krokomierzu.
To wybór dla pragmatyków. Nie zaimponujesz nim znajomym, ale nie będziesz też co dwa dni szukać ładowarki. Idealny do pracy, szkoły, czy jako drugi, „nieinwazyjny” zegarek na co dzień.
Zee Tech H94 – Wszystko-in-one w budżecie
Model H94 często próbuje być „naj”. Ma duży, jasny ekran, mnóstwo opcji w menu (wbudowane gry, funkcja znajdź telefon, zdalne robienie zdjęć) i dość agresywnie sportowy design. Bateria, jak na taki wyświetlacz, trzyma przyzwoicie 2-3 dni.
To zegarek dla osoby, która chce poczuć, że ma pełnoprawny smartwatch. Musisz jednak być przygotowany na pewien bałagan w interfejsie i możliwe, że nie wszystkie funkcje będą działały idealnie. To taki gadżeciarski kombajn, który może być świetną zabawą, jeśli podchodzisz do niego z odpowiednimi oczekiwaniami.
Kilka praktycznych wniosków po miesiącu testów
Po pierwsze, zarządzaj oczekiwaniami. Żaden z tych zegarków nie zastąpi specjalistycznego sprzętu medycznego czy sportowego. Pomiar tętna czy spalonych kalorii traktuj jako dobry estymator, a nie absolutnie dokładne dane.
Po drugie, aplikacja jest kluczowa. Czasem lepiej wybrać model z mniej imponującymi specyfikacjami, ale współpracujący ze stabilną, rozwijaną aplikacją (jak Redmi). To decyduje o codziennym komforcie użytkowania.
Po trzecie, pomyśl, czego naprawdę potrzebujesz. Czy to ma być dyskretny notyfikator? Czy stylowy dodatek? A może motywator do ruchu? W tej cenie lepiej wybrać model, który dobrze spełnia jedną-dwie role, niż taki, który słabo próbuje spełniać wszystkie.
Jeśli jesteś ciekaw bardziej szczegółowych parametrów, bezpośrednich porównań czy aktualnej dostępności tych modeli, opisałem to szerzej w jednym z moich źródeł, które możesz znaleźć tutaj. To po prostu rozszerzenie tego przeglądu.
Refleksja na koniec
Testując te pięć zegarków, uświadomiłem sobie jedną rzecz: technologia demokratyzuje się w zawrotnym tempie. To, co kilka lat temu było niedostępne, dziś kosztuje symboliczną kwotę. Nie dostajemy oczywiście produktu idealnego, ale dostajemy coś znacznie ważniejszego – wybór i możliwość.
Możliwość spróbowania, czy w ogóle potrzebujesz smartwatcha. Możliwość dania go dziecku bez obawy o stratę majątku. Możliwość posiadania funkcjonalnego gadżetu, gdy budżet jest ograniczony.
Czy któryś z nich jest „najlepszy”? To zależy całkowicie od ciebie. Dla mnie najcenniejszą lekcją było to, że nawet w tak niskiej cenie można znaleźć przedmiot, który realnie ułatwia dzień – o ile trafi w twoją konkretną potrzebę.
A ty na co byś postawił: na pewną, minimalistyczną funkcjonalność, czy na wielofunkcyjny gadżeciarski kombajn, który może czasem zaskoczyć?
